Logowanie
Rejestracja
  * *
* *
   
Chcę przystąpić do społeczności:
Resetowanie hasła

Wspomnienie z podróży do Mozambiku i Malawi - Pismo Lamelli

17 luty 2010 12:58:37 | Joanna Pszonka;

Mozambik? Malawi? – to obecnie jedne z najbiedniejszych krajów świata. Państwa, które przez lata wyniszczane były przez konflikty zbrojne. Dzisiaj wojny są już zakończone, ale pozostawiły po sobie ruiny, choroby, kalectwo i głód. Taki obraz południowo-wschodniej Afryki nakreślają media. Pomimo, że są to informacje prawdziwe to na pewno niekompletne i stronnicze, o czym mieliśmy okazję przekonać się odwiedzając tę część naszego globu.

            Pierwszym Europejczykiem, który postawił nogę w Mozambiku był portugalski żeglarz Vasco da Gama. My przybyliśmy tam 511 lat po nim. Przez pół tysiąclecia niewiele się zmieniło. Najlepszym tego przykładem jest mieniąca się zielono-turkusowymi barwami, koralowa Wyspa Mozambik (Ilha de Mozambique). Wyspa Mozambik, położona trzy kilometry od lądu, przez setki lat tętniła życiem, była centrum handlu przenajróżniejszych  towarów afrykańsko-azjatyckich, od ceramiki zaczynając a na niewolnikach kończąc. Weszliśmy do jednej z lokalnych kawiarni i czekając na zamówione napoje oglądaliśmy wystawę starych fotografii przedstawiających wyspę. Bez problemu rozpoznawaliśmy na nich wszystkie miejsca. Zdaliśmy sobie sprawę, że spacerując wąskimi, kamienistymi uliczkami mijaliśmy dokładnie te same budynki, które kiedyś mijali przybywający tu z całego świata kupcy, handlarze, niewolnicy, żeglarze, ...

            Mozambik to tysiące kilometrów niebiańskich plaż. Spędzaliśmy na nich całe dnie wgapiając się w rafę koralową, przypływy i odpływy oceanu, rybaków wyciągających wypełnione rybami sieci. Za bezcen sprzedawano nam ogromne ananasy, kokosy i banany. Młodzi chłopcy, w tradycyjnych mozambickich łodziach, codziennie przywozili do brzegów monstrualnych rozmiarów ośmiornice, kraby, kalamary, ostrygi i krewetki. A miejscowa ludność wyśmienicie przyrządza te morskie rarytasy i pomimo, że za kuchnię często służy im po prostu ognisko rozpalone na piasku, to smak tych potraw jest nieporównywalnie lepszy od owoców morza serwowanych w najlepszych europejskich restauracjach.

Po tygodniowym podróżowaniu wzdłuż plaż Mozambiku postanowiliśmy spędzić czas nieco aktywniej. W tym celu udaliśmy się do sąsiedniego Malawi, gdzie tuż po przekroczeniu granicy ukazał się nam potężny Masyw Mulanje z najwyższym, trzytysięcznym szczytem tego kraju. Szczyt ten nosi nazwę Sapitwa, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza – nie idź tam! Malownicze położenie masywu wśród soczystozielonych, herbacianych plantacji zachęca do górskich wędrówek, dlatego też pomimo przesądnej nazwy zdecydowaliśmy się zdobyć najwyższy wierzchołek. Po kilkudniowym trekkingu pozostały nam fotografie, wspomnienia i adresy mailowe malawijskich górali.

Dużą część terytorium Malawi zajmują ciepłe i krystalicznie czyste wody Jeziora Malawi, znanego też pod nazwą Niassa. W jeziorze tym żyją tysiące gatunków ryb, a wiele z nich jest endemitami. Miejscowi doradzili nam, aby nad jezioro zabierać chleb, którym karmi się ryby, a dzięki temu do brzegu przypływają całe ich stada. Podwodny świat jest przede wszystkim kolorowy. Barwy ryb i innych wodnych stworów są bardzo intensywne. Teraz już wiemy dlaczego pasjonaci akwarystyki najbardziej cenią gatunki z Jeziora Malawi. Obserwacje te są tak zajmujące, że można w ten sposób spędzić cały dzień, jednocześnie mając wrażenie, że minęła dosłownie chwila. Dopiero intensywnie malinowo-brzoskwiniowe odcienie zachodu słońca na niebie przypominają o upływającym czasie.

Mozambik? Malawi? – to kraina słońca i bryzy znad oceanu, fal uderzających o brzeg, lasów kokosowych palm, pastelowych kolorów, zatrzymanego czasu, sympatycznych i uśmiechniętych ludzi. Informacje te być może są stronnicze, ale prawdziwe.

 

Tekst i fotografie: Joanna Pszonka, Adam Domagała

Artykuł opublikowany w grudniowym numerze/ 2009 Miesięcznika "Pismo Lamelli" - biuletyn Śródmiejskiego Ośrodka Kultury w Krakowie.

 

Pismo Lamelli